Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Polska? Wow!

Anna Tomiak 18-02-2016, ostatnia aktualizacja 18-02-2016 16:00

Co najbardziej podoba się cudzoziemcom zwiedzającym nasz kraj? Żurek i polityczne dyskusje przy kawiarnianych stolikach, luksusowe lofty w zabytkowej przędzalni, Mostek Czarownic, pierniki, pałace, zamki, synagogi i cerkwie oraz pierogi 
– danie dla proletariatu.

« 1 / 6 »

1. Gdynia. Zdaniem Lloyda Jackmana, product managera z agencji Thomsona 
Reutersa, nie ma to jak Gdynia. Gdańsk jest zbyt ruchliwy, Sopot 
– dobry tylko na sobotni wieczór, a w Gdyni warto zamieszkać. 
– To miasto ma wszystko – mówi. – I jest świetnie położone pomiędzy morzem a morenowymi wzniesieniami porośniętymi bujnym lasem. Wytyczono tam szlaki, które przyciągają rowerzystów i osoby uprawiające jogging czy nordic walking. Kto woli plażę – proszę bardzo. Jest bulwar nadmorski, ciągnący się wzdłuż miasta, a przy nim świetne knajpki, 
np. Contrast Cafe. Gdynia ma dużo dobrych restauracji, jedną z najnowszych jest Chwila Moment, otwarta na dwóch poziomach Infoboxu przy ul. Świętojańskiej. A kto chce poczuć klimat PRL, skosztować mielonych kotletów albo żurku, ten zalicza Bistro Kwadrans przy skwerze Kościuszki. – Zawsze tam wpadam, kiedy jestem w centrum – zapewnia Lloyd. Miłośnicy architektury wędrują szlakiem modernistycznym, podziwiając po drodze piękne gmachy wzniesione w okresie międzywojennym. Z kolei zainteresowani historią jadą do Muzeum Emigracji, urządzonego w zabytkowym budynku dawnego Dworca Morskiego. Mało atrakcji? Zawsze można jeszcze przejechać się kolejką szynową na szczyt Kamiennej Góry, skąd rozpościera się piękny widok na port, spojrzeć na marinę i stacjonujące w niej jachty albo na Sea Towers (w rankingu wieżowców w Polsce na 11. miejscu pod względem wysokości), wzniesione na Nabrzeżu Prezydenta, zaledwie 12 metrów od linii brzegowej.

Źródło: 123RF
  • 1. Gdynia. Zdaniem Lloyda Jackmana, product managera z agencji Thomsona 
Reutersa, nie ma to jak Gdynia. Gdańsk jest zbyt ruchliwy, Sopot 
– dobry tylko na sobotni wieczór, a w Gdyni warto zamieszkać. 
– To miasto ma wszystko – mówi. – I jest świetnie położone pomiędzy morzem a morenowymi wzniesieniami porośniętymi bujnym lasem. Wytyczono tam szlaki, które przyciągają rowerzystów i osoby uprawiające jogging czy nordic walking. Kto woli plażę – proszę bardzo. Jest bulwar nadmorski, ciągnący się wzdłuż miasta, a przy nim świetne knajpki, 
np. Contrast Cafe. Gdynia ma dużo dobrych restauracji, jedną z najnowszych jest Chwila Moment, otwarta na dwóch poziomach Infoboxu przy ul. Świętojańskiej. A kto chce poczuć klimat PRL, skosztować mielonych kotletów albo żurku, ten zalicza Bistro Kwadrans przy skwerze Kościuszki. – Zawsze tam wpadam, kiedy jestem w centrum – zapewnia Lloyd. Miłośnicy architektury wędrują szlakiem modernistycznym, podziwiając po drodze piękne gmachy wzniesione w okresie międzywojennym. Z kolei zainteresowani historią jadą do Muzeum Emigracji, urządzonego w zabytkowym budynku dawnego Dworca Morskiego. Mało atrakcji? Zawsze można jeszcze przejechać się kolejką szynową na szczyt Kamiennej Góry, skąd rozpościera się piękny widok na port, spojrzeć na marinę i stacjonujące w niej jachty albo na Sea Towers (w rankingu wieżowców w Polsce na 11. miejscu pod względem wysokości), wzniesione na Nabrzeżu Prezydenta, zaledwie 12 metrów od linii brzegowej.
  • 2. Białystok. Rachel Levy, studentka z Izraela, która przyjechała do Białegostoku szukać śladów swoich przodków, proponuje, 
by zwiedzanie miasta rozpocząć z humorem – od alei Bluesa. – To trotuar stylizowany na klawiaturę fortepianu, należy do ludzi, którzy kochali bluesa – tłumaczy Rachel. No i symbol bluesowej tradycji Białegostoku (przecież to tu odbywa się najstarszy festiwal bluesowy w Polsce). Nucąc coś Nalepy 
czy Kubasińskiej, można przejść spacerem w kierunku 
ul. Zamenhofa. Pod nr. 26 znajduje się dom, w którym urodził się twórca języka esperanto. Dziś zdobi go pamiątkowy mural. Rynek Kościuszki z „wędrującą fontanną” to reprezentacyjna promenada. Wizytówką Białegostoku są też planty oraz pałac Branickich otoczony parkiem. – Tak wszyscy uważają, ale przecież najpiękniejsza w tym mieście jest kolonia uroczych domów w stylu dworkowym z lat 20. XX w. zbudowana dla kadry urzędniczej wzdłuż ul. Świętojańskiej – mówi Rachel. Podoba jej się też inny ważny obiekt z tego okresu – kościół św. Rocha. I współczesna rzeźba „Podróż” stojąca przy 
ul. Lipowej, która nawiązuje do białostockich tradycji lalkarskich. Koniecznie trzeba zobaczyć malowniczo położoną cerkiew pod wezwaniem św. Marii Magdaleny i pospacerować bulwarami Kościałkowskiego. W ich miejscu za czasów Branickiego był zwierzyniec danieli. Potem łąki zmieniły się w urządzony teren zieleni. Dziś ozdobą bulwaru są stare drzewa: lipy, klony, jesiony i wiązy, a ciekawostką – rzeźba przedstawiająca psa Kawelina. Nie wiadomo, skąd się wzięło jego imię. Podobno mogło należeć do carskiego generała 
albo do przedwojennego stróża hotelu Ritz.
  • 5. Toruń. Peruwiańczyk Heli Taica Frias, który w Toruniu prowadzi Club Latino (bo ożenił się z torunianką), mówi, że Toruń trzeba nie tylko odwiedzić, ale i zwiedzić. Na początek zachęca do mojito, zatańczenia milongi, ewentualnie salsy, i skosztowania pierników. Toruń to przecież jedyne miasto na świecie, w którym zwiedza się Żywe Muzeum Piernika, ulokowane na piętrze zabytkowego spichrza. 
Mało kto wie, że można wziąć udział w pokazie wypieku pierników według receptur sprzed 
500 lat. Przesiewać mąkę i ucierać korzenie wśród zapachów kardamonu, cynamonu i imbiru. Potem trzeba wpaść do planetarium, które mieści się w dawnym zbiorniku gazowym. W 1860 r. obudowano go ceglaną konstrukcją, a ponad sto lat później postanowiono dostosować do potrzeb powstającego planetarium. Spacer po Starym Mieście, wpisanym na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, to zdaniem Heli obowiązek. Mury obronne, średniowieczne baszty i Krzywa Wieża, która odchyla się od pionu prawie półtora metra, robią wrażenie. Podobnie jak monumentalne gotyckie kościoły wzniesione z czerwonej cegły, które zalicza się do największych takich budowli w Europie Środkowej. Kto pominie pomnik Mikołaja Kopernika na staromiejskim rynku, ten nie był w Toruniu. Jak i ten, kto nie zaliczy spaceru po bulwarze Filadelfijskim, gdzie nakręcono pierwsze sceny legendarnego filmu Marka Piwowskiego „Rejs”.
  • 6. Rzeszów. Olieg Achram, kapitan Asseco Resovii oraz reprezentacji Białorusi, uważa, że warto odwiedzić Rzeszów. – To po prostu fajne i zadbane miasto – mówi. Zresztą w ostatnich latach Rzeszów bardzo się zmienił. Ma piękne parki, wybudowano tam pierwszą w Polsce pierścieniową kładkę dla pieszych, którą następnie uznano za jedną z najciekawszych inwestycji ostatnich lat. Ale zwiedzanie należy rozpocząć od rynku z neorenesansowym ratuszem. Przy okazji warto zwrócić 
uwagę na kamienicę nr 19, czyli Dom Polonii, bo wyróżnia 
ją ciekawa, klasycystyczna elewacja. Z rynku od razu skierujmy się w stronę alei Pod Kasztanami. To przy niej stoją ekskluzywne secesyjne wille, kiedyś określane jako „płody fantazji i wiedeńsko–galicyjskiego smaku”. Stamtąd niedaleko do letniego pałacu Lubomirskich, zachwycającej późnobarokowej rezydencji z elementami rokoka otoczonej ogrodem. Powstała w latach 90. XVII w. na terenie dawnej winnicy Mikołaja Spytka Ligęzy. Zamek (wybudowany na początku XX w., na miejscu dawnego zamku Lubomirskich), jeden z głównych zabytków miasta, kiedyś służył jako więzienie. Dla odmiany dziś jest siedzibą sądu. Odpoczynek, oczywiście, nad Wisłokiem, choć i tam jest co oglądać. Chodzi o pomnik Stanisława Nitki, ostatniego z klanu rzeszowskich krypiarzy. Przewoził rzeszowian przez rzekę przez przeszło 50 lat (do połowy lat 80. XX w.). Nawet kiedy miasto już miało mosty i kładkę dla pieszych, on nadal przeprawiał ich swą krypą na drugi brzeg.
  • 7. Kraków. Gerard Kilroy, wykładowca Akademii Ignatianum w Krakowie, uważa, że każde miasto na świecie zamiast murów obronnych powinno mieć… planty. Przyjechał do Krakowa na kilka miesięcy i nie może się nacieszyć spacerami po rynku i parkach. Z przejęciem opowiada o historii Plant powstałych na obszarze dawnych fortyfikacji Krakowa. Jeszcze na początku 
XIX w. miasto otaczał pierścień nieprzydatnych już murów obronnych. Postanowiono je rozebrać, a wtedy Feliks Radwański zaproponował utworzenie w ich miejscu publicznych ogrodów. W 1817 r. złożył w Senacie Wolnego Miasta Krakowa odpowiedni projekt. Pięć lat później rozpoczęto prace przy tworzeniu parku. 
– Lubię tam spacerować, rozmyślam o historii Krakowa, mijam roześmianych studentów i dzieci śmigające na rowerach. Przejść całe Planty to znaczy zrobić czterokilometrowy spacer wokół miasta. Tego nie da żadna siłownia. Nie sposób przeżyć choćby dnia w Krakowie, żeby nie zajrzeć na Rynek i nie spojrzeć na Sukiennice. Z mojej pierwszej podróży do Polski w 1989 r. pamiętam Rynek jako smutne, opuszczone miejsce. Patrole policji tonące w mrocznej mgle. Dziś Rynek jest pełen życia i kolorów. Sklepy z czekoladkami i restauracje kuszą, by wejść do środka. Lubię wracać do Muzeum Narodowego mieszczącego się na pierwszym piętrze w Sukiennicach. Szczególne wrażenie robi na mnie obraz przedstawiający powstanie styczniowe w 1863 r. i zgromadzona tam kolekcja broni – mówi. A po muzeum musi być kawa. Najchętniej w Nowej Prowincji przy Brackiej. Podają tam też gorącą czekoladę i grzane wino. Można usiąść z laptopem albo przyłączyć się politycznej dyskusji. Zawsze się taka toczy przy którymś stoliku. To kafejka studentów i wykładowców z okolicznych uczelni, przepełniona przyjazną, intelektualną atmosferą.
  • 8. Warszawa. Charly Wilder, dziennikarz „NYT”, podaje dziesięć powodów, dla których warto odwiedzić Warszawę. Na czele listy jest zrekonstruowane Stare Miasto oraz Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Kolejne miejsca zajmują knajpy – Bar Studio w Pałacu Kultury, Charlotte na placu Zbawiciela i Oberża pod Czerwonym Wieprzem, urządzona w socrealistycznym pawilonie. I to ona podoba się Wilderowi najbardziej. Szczególnie dania dla proletariatu: pierogi z kapustą i grzybami, podawane z kubkiem barszczu, czy dla burżuazji: pieczona kaczka w ziołach z jabłkami, serwowana z buraczkami i sosem z polskich wiśni. Oczywiście można zajrzeć do Galerii Grafiki i Plakatu, ale może lepiej wpaść na Mysią 3 i przejrzeć propozycje światowych marek (Muji, COS, Leica) albo lokalnych projektantów. Atelier Amaro, jedyna polska restauracja wyróżniona gwiazdką Michelin, to też propozycja nie do odrzucenia. – Ale stolik trzeba tam zarezerwować z miesięcznym wyprzedzeniem – uprzedza Wilder. Łatwiej o miejsce będzie w restauracji Warszawa Wschodnia, która serwuje polską kuchnię z francuskim akcentem. I ma dodatkowy plus, bo mieści się w kompleksie Soho Factory, tuż obok Muzeum Neonów. A wieczorem? Wilder proponuje Miłość przy Kredytowej 9, z hip–hopem i muzyką elektroniczną, ewentualnie The View Warsaw, czyli klub VIP na 28. piętrze wieżowca przy Twardej. A jak i to nie wypali? Pozostaje Plan B, czyli bar na piętrze, powyżej Charlotte na placu Zbawiciela. Bo jak się bawić, to tylko w Warszawie.