Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Tutaj jesteś: Sukces » Ludzie

Ludzie

Kolorowy instynkt Inglota

Anita Błaszczak 27-06-2012, ostatnia aktualizacja 27-06-2012 18:00
Wojciech Inglot w swoim salonie firmowym w Warszawie.
Wojciech Inglot w swoim salonie firmowym w Warszawie.
źródło: Reporter
autor: Leszek Zych
Z Anją Rubik.
Z Anją Rubik.
źródło: Forum
autor: Radosław Nawrocki
Inglot i Jolanta Kwaśniewska na pokazie mody.
Inglot i Jolanta Kwaśniewska na pokazie mody.
źródło: Forum
autor: Radosław Nawrocki
Redakcja poleca:

Zbudował najbardziej znaną na świecie polską markę kosmetyczną. 
Jego logo można znaleźć w 45 krajach. Jednak Wojciech Inglot twierdzi, 
że wciąż jest ledwie na początku drogi.

Na wizytówce, zamiast adresu, mógłby napisać podobnie jak bohaterka „Śniadania u Tiffany'ego": „Wojciech Inglot – w podróży". Wyjazdy to konieczność, gdyż przedsiębiorca z Przemyśla robi to, o czym wiele firm tylko mówi – buduje globalną markę. Poza Polską logo Inglota jest dziś na 160 firmowych sklepach w 45 krajach. Prawdopodobnie na 160, bo w czasie przygotowania tego tekstu do druku ich liczba mogła wzrosnąć.

Trudno się dziwić, że Wojciecha Inglota dostrzegły nie tylko krajowe, ale i zagraniczne media. O założycielu przemyskiej firmy pisał niedawno „Financial Times". Jan Cienski, polski korespondent „FT", przyznaje, że i jego samego, i redakcję gazety zaintrygowała globalna skala ekspansji. – To normalne dla przedsiębiorstw niemieckich czy brytyjskich, ale bardzo nietypowe dla firm z tej części Europy – podkreśla Cienski.

Makijaż w Bombaju

Ekspansywną marką interesują się zarówno kolorowe magazyny, na czele z „Vogue'em" czy „Elle", jak i opiniotwórcze gazety, w tym „The New York Times". Nie wspominając o setkach blogerek, opisujących nowinki ze świata urody.

Dziennikarzy biznesowych zadziwia tempo rozwoju firmowych sklepów, klientki zaskakuje zaś wielkość oferty Inglota. Wizyta w jego salonie z setkami cieni do powiek, szminek i lakierów przyprawia laika o zawrót głowy, zaś u wizażysty i fanki makijażu powoduje euforię. – Tak duża oferta to bardzo ważny, bo widoczny na pierwszy rzut oka wyróżnik naszej marki 
– podkreśla Wojciech Inglot, oceniając jej wielkość na prawie 
2 tys. produktów. To jedna z największych kolekcji kosmetyków kolorowych na świecie.

W dodatku kosmetyki Inglota faktycznie za granicą widać. Nie gdzieś na dolnej półce w drogerii, ale na szyldach firmowych sklepów w dobrych centrach handlowych w Las Vegas, Abu Dhabi, Moskwie, Dubaju czy przeszklonym salonie na Times Square w Nowym Jorku, który chętnie fotografują turyści z Polski.

W przeciwieństwie do światowych potentantów, które chętnie korzystają z outsourcingu produkcji, Inglot prawie wszystko robi sam. Jedynie drewniane konturówki do powiek i ust zamawia w Niemczech.

Znana polska wizażystka Gonia Wielocha wspomina, że jakiś czas temu w Bombaju, podczas sesji zdjęciowej dla indyjskiej edycji „Vogue'a" dostała do makijażu kosmetyki Inglota, który teraz w Indiach ma już osiem sklepów.

Polscy dziennikarze, pisząc o Inglocie, nie kryją czasem zdziwienia, jak to możliwe, że w Przemyślu zbudował firmę i markę o światowym zasięgu. – Nie ma Polski A, B, C ani D. To jest w głowie, a nie zależy od geograficznej lokacji – mówił Wojciech Inglot, odbierając w połowie kwietnia nagrodę Polskiej Rady Biznesu w kategorii Sukces.

Co mówi nos

Wojciech Inglot nie ukrywa, że ma już dość wspomnień o początkach firmy, historiach sprzed ponad 20 lat. Wielokrotnie już zresztą opisywanych. Jak to jako absolwent chemii na Uniwersytecie Jagiellońskim po kilku latach pracy w państwowej Polfie poszedł „na swoje", odkupując od firmy stare urządzenia. Jak to dorobił się pierwszych pieniędzy na płynie do głowic magnetofonowych, a później zainwestował w bardziej dochodową produkcję dezodorantu w sztyfcie.

...
Poprzednia
1 2 3 4 5
Sukces
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" zamieszczonego na stronie www.rp.pl/regulamin i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.rp.pl/licencja
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

common