Tutaj jesteś: Sukces » Żyję

Żyję

Dzikość serc

Magdalena Kacalak, magdalena rigamonti 21-03-2011, ostatnia aktualizacja 21-03-2011 13:39

Oto ośmioro wspaniałych, Ambitnych, utalentowanych i niezmanierowanych. Kamera ich kocha. Z wzajemnością. To do nich będą należały ten rok i następne lata w polskim kinie. Czekamy na zmianę warty na ekranie.

Aktorów recenzują dla nas: Łukasz Maciejewski (filmoznawca, krytyk filmowy i teatralny, współpracownik TVP i HBO, publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Filmie” i „Machinie”) oraz Wojtek Kałużyński, krytyk filmowy „Przekroju”, „Machiny”, „Dziennika Gazety Prawnej”.


Łukasz Maciejewski. Ulubienicą tego krytyka jest Joanna Kulig. Łukasz mówi o niej „gwiazda” i wróży jej wielką, międzynarodową karierę. Czy tak się stanie? Zobaczymy za kilka lat. Wojtek Kałużyński. Wie wszystko o polskim kinie. Wyróżnił Wojciecha Zielińskiego – jednego z najbardziej utalentowanych i obiecujących młodych aktorów, laureata Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego.
Jeśli jeszcze nie poznaliście nazwisk Gierszał, Kulig, Sujecka, Popławska czy Zieliński – niedługo o nich usłyszycie. I to nie raz. W kinach od marca możemy oglądać „Salę samobójców” i „Los numeros”, a za kilka
miesięcy zobaczymy „One”, „Kobietę z piątej dzielnicy” i „Lęk pierwotny”. A w nich – bohaterów naszej wiosennej sesji.
..........................................................................

Helena Sujecka: Dziecko w Disneylandzie

Rocznik 1984. Dwa lata temu skończyła wrocławską PWST, a teraz gra w tamtejszym Teatrze Muzycznym Capitol. Zagrała w pierwszej serii serialu „Hotel 52”.
W lutym zadebiutowała na wielkim ekranie bardzo dobrą rolą Kitki w filmie „Cudowne lato” Ryszarda Brylskiego. Partnerowała Katarzynie Figurze, która o jej roli wyrażała się w samych superlatywach. Podobnie – inni filmowi twórcy, a także krytycy filmowi. Mówi się o niej „aktorka jutra”, a także „polska Scarlett Johansson”. Jej gra jest subtelna, ale podszyta erotyzmem. Ona sama zaś na pierwszy rzut oka wygląda na zwykłą, niepozorną, bladą dziewczynkę z warkoczem. Lecz magnetyczne spojrzenie zdradza inteligentną i świadomą swoich atutów oraz talentu aktorkę. Wkrótce Helena Sujecka pojawi się w filmach „Być jak Kazimierz Deyna” i „Yuma” Piotra Mularuka (w tym ostatnim wystąpiła z Katarzyną Figurą, Tomaszem Kotem, Jakubem Gierszałem, Antonim Pawlickim). Mówi o swojej wielkiej miłości, jaką jest teatr, a swoją przygodę z filmem określa na razie mianem „pięknego romansu”. Ale zaraz dodaje: – Jestem bardzo głodna nowych ról. Czekam, aż będę mogła zagrać postać, która zupełnie mnie „przeczołga” jako aktorkę. Jestem świeżo po obejrzeniu filmu „Jestem twój” Mariusza Grzegorzka i przyznaję, że takie emocje teraz w filmie pasowałyby mi.
Jest bardzo głodna nowych ról. Czeka, aż będzie mogła zagrać postać, która zupełnie „przeczołga” ją jako aktorkę
Co mówi o sobie? – Jestem aktorką teatru muzycznego. Wiem, że aktorów musicalowych często w branży traktuje się niesprawiedliwym stwierdzeniem: „Pióro w dupę i na rewię”. Inni aktorzy i krytycy teatralni patrzą na nas trochę jak na ludzi z cyrku. Szkoda. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni. Może uda mi się przyczynić do zmiany tego stereotypu? My tych wątpliwości nie mamy.

Łukasz Maciejewski: Sujecka nie ma okładkowej urody – i to jest jej atut. Nie grozi jej wieloletnie mycie garów w telenowelach, jest na to zbyt oryginalna. W „Cudownym lecie” Brylskiego niewiele miała do zagrania. Jako sierotka bez mamusi, za to z nadpobudliwym tatusiem
i z nadzieją na amory, miała być przede wszystkim zagubiona i rozmarzona. Zagrała więcej, niż było w scenariuszu. Nie tylko nadzieje, także smutek.
Wojtek Kałużyński: Gdzieś się przemykała w tle „Rysia” czy „Pitbulla”, nieźle radziła sobie w teatrze, czasem ryzykowała, jak w roli Natazji Filipowny we wrocławskim „Idiocie”. Z pierwszym poważnym wyzwaniem filmowym w przeciętnym „Cudownym lecie” Ryszarda Brylskiego poradziła sobie bardzo dobrze. Czasem właśnie w takich produkcjach łatwiej jest zabłysnąć utalentowanej aktorce. Czekamy na więcej!
Zobacz film z sesji zdjęciowej młodych aktorów. Zdjęcia i montaż Mikołaj Tocki:

Antoni Pawlicki: Zapach napalmu o poranku

Aktorstwo dla niego to jak... „za pach napalmu o poranku”. – To po prostu walka – śmieje się Pawlicki.
Kilka lat po błyskotliwym debiucie w filmie „Z odzysku” Sławomira Fabickiego aktor o aparycji przedwojennego amanta unika „papierowej popularności”. – Telewizja jest tak silnym medium, że pokazując się raz czy dwa w jej produkcjach, zostaje się z miejsca celebrytą – mówi. Nie występuje w kolorowych magazynach. – Nie mam potrzeby dzielić się swoimi prywatnymi sprawami. Jak ktoś chce mnie poznać, zawsze może do mnie podejść i umówić się na piwo – kręci głową. Trudno było namówić go na sesję. – Nie znoszę pozować – tłumaczy. – Źle się czuję przed aparatem. Gdy ktoś mi każe „być przed obiektywem sobą”, to zaraz się spinam i pocą mi się ręce.
Jeden z przystojniejszych aktorów młodego pokolenia wciąż czeka na rolę życia...
Łukasz Maciejewski: Nie kupuję. Obiektywnie trudno mu cokolwiek zarzucić. Jest fotogeniczny, ma ambicje (nie bywa na bankieciskach), a jednak trudno go zapamiętać. Konrad w „Cudownym lecie” czy Robert w „Ostatniej akcji” są równie bezbarwni. Nie wiem tylko, czy to wina aktora, czy filmów.
Wojtek Kałużyński: Wciąż bez własnego miejsca. Za „Z odzysku” Fabickiego był chwalony, ale tej roli nie polubiłem. Później było raz lepiej („Jutro idziemy do kina”, „Katyń”), raz gorzej (w „Drzazgach” za grzeczny, w „Małej Moskwie” bezbarwny). Ale w „Kołysance” pokazał ciekawą vis comica, a w „Cudownym lecie” trafił idealnie w pastiszowy ton.

Justyna Schneider: Chłodna piękność

Rocznik 1987. Młodsza siostra Joanny Kulig. Z nią też występu­je w „Los numeros” Ryszarda Zator­skiego, który w marcu wszedł do kin.
Zagrała w policyjnym serialu „Nowa” i w „Kumulacji” Zatorskiego. To pierwsza główna rola filigranowej, chłodnej piękności. Na planie „Los numeros” Joanna Kulig nie mogła powstrzymać wybuchów śmiechu. – My, siostry, gramy razem! – śmiała się. O pięć lat młodsza od niej Justyna zawsze chciała być aktorką. Najbardziej lubi role ekspansywnych bohaterek. O „swojej” filmowej Annie z „Kumulacji” mówiła: – Łatwiej byłoby mi zagrać dziewczynę ostrą i twardo stąpającą po ziemi, bo byłoby mi do niej bliżej. Czym dla niej różni się praca na planie i w teatrze? – Komfort pracy w filmie polega na tym, że wszystko można powtórzyć, inaczej niż w na sce­nie – mówiła. Roześmiana, uważna i pracowita. Oby zostało jej to na dłużej!
Łukasz Maciejewski: Aktorstwo ma chyba w genach. Młodsza siostra Joanny Kulig przebojem zdobywa rynek telewizyjny i kinowy. W seria­lu „Nowa” jako młoda policjantka, absolwentka szkoły policyjnej w Szczytnie, świetnie uzupełniała się z Marcinem Bosakiem. W „Los numeros” Ryszarda Zatorskiego najwyraźniej sam reżyser nie wiedział, czy Justyna – filmowa Ania – ma być postacią przerysowaną, czy wycieniowaną, ale Schneider i tak się wybroniła. Jest urodziwa, ma temperament. Przyszłość przed nią!
Wojtek Kałużyński: Tabula rasa. De­biut w kryminalnym serialu „Nowa” jest obiecujący, ale w gruncie rzeczy prawie nic nie mówi o aktorskich możliwościach Schneider. Więcej pewnie dowiemy się po premierze „Los numeros”. Na razie zdobywa popularność tylnymi drzwiami – przez Plotka i Pudelka. Skutecznie. Zmiana nazwiska (by nie mylono jej z siostrą) trochę jednak śmieszy.

Jakub Gierszał: Emoanioł w roli nowej gwiazdy?

Najmocniejsze nazwisko tego roku. Miał udany debiut („Wszystko, co kocham”), za którym poszły inne równie dobre role.
Młodziutki Gierszał (rocznik 1988, skończył krakowską PWST) zdobył pochwały przede wszystkim dzięki udziale w głośnym filmie Jana Komasy „Sala samobójców”. To historia Dominika, chłopaka, który ma w życiu wszystko: przyjaciół, najładniejszą dziewczynę w szkole, bogatych rodziców, pieniądze. Pewnego dnia zaczyna flirtować w sieci z tajemniczą dziewczyną – intrygującą, niebezpieczną, przebiegłą. Ona wprowadza go do „Sali samobójców” – miejsca, z którego nie ma ucieczki. Wplątany w śmiertelną intrygę Dominik straci to, co w życiu najcenniejsze. O swojej karierze Gierszał mówi z wielką ostrożnością: – Nie zamierzam nic planować, bo to, czy dostaję propozycje, nie ode mnie zależy. Mam nadzieję na spotkanie ciekawych osobowości.
Aktorstwo dla mnie to głód świata i podejmowanie wyzwań. Artysta, który nie walczy o swój rozwój, zaczyna chałturzyć. A ja po prostu chcę grać
W życiu chcę różnorodności – żeby dotknąć jak najwięcej. Nie widać go w serialach. – Działalność artystyczna to dla mnie głód świata i podejmowanie wyzwań – mówi. – Artysta, jeśli się poddaje i nie walczy o swój rozwój, chałturzy. Ja po prostu zawsze chciałem grać w filmach i wiedziałem, że to jest moja droga. Cieszę się, że udaje mi się ten plan realizować. Staram się robić swoje. Myślę, że w aktorstwie ważne są pokora i cierpliwość. Dlatego staram się ich uczyć.Co jeszcze jest dla niego ważne? Rodzina. – Mama widziała spektakl dyplomowy i była na premierze filmu – zwierza się Gierszał. – Ważne jest czuć, że ma się „plecy”, wsparcie bliskich.

Łukasz Maciejewski: Czas na Gierszała? Śliczny emo-aniołek z „Sali samobójców” Komasy pokazuje aktorski temperament. Mógłby być urodziwą kicią naszego kina, gdyby powstawały u nas filmy takie jak „Śniadanie na Plutonie”. Ale (jeszcze) nie powstają. Jako Dominik w „Sali samobójców” jest nie tylko słodki. Wyważona, gorzka kreacja zatracającego się w internecie niewyoutowanego geja robi przejmujące wrażenie. Niedawno patrzyłem, jak Gierszał bawi się rolą Hamleta w dyplomowym przedstawieniu Jana Peszka w krakowskiej PWST, i pomyślałem:
„wreszcie ktoś z dystansem”.

Wojtek Kałużyński: Debiut we „Wszystko, co kocham” miał więcej niż udany. W „Milionie dolarów” Kondratiuka czujnie wpisał się w klimat. W „Sali samobójców” Jana Komasy z fantazją obnosi hipsterską nonszalancję, pod maską pewnego siebie chłopca z dobrego domu ukrywa
niepewność co do własnej tożsamości. Jest wirtualnym awatarem i człowiekiem z krwi i kości jednocześnie. Oby tylko mu „sodowa” nie uderzyła, to będzie z niego aktor.  

Magdalena Popławska: Trudna piękność

Rocznik 1980. Początek 2011 jest dla niej łaskawy – już zdążyła odebrać nagrodę za pierwszoplanową rolę kobiecą w „Dwóch ogniach” Agnieszki Łukasiak na Prowincjonaliach we Wrześni. A przed nami „Lęk pierwot­ny” z jej udziałem.
 Zagrała świetne role teatralne u Redbada Klynstry, Krzysztofa Warlikowskiego, Marka Kality i Przemysława Wojcieszka. Ale znana jest głównie jako Agnieszka z serialu „Usta usta”. Mówi, że nie boi się serialowej komercji, pod warunkiem że na planie – i tym w serialu, i tym filmowym – będzie chodziło o coś ważnego. Jak w „Dwóch ogniach” – o tej roli mówi prawie z rozkoszą: – Pierwszy raz poczułam, co to znaczy poświęcić całe ciało, wyobraźnię i cały czas roli.
Spala się. Gra na wysokich obrotach. Zagra wszędzie – pod warunkiem że na planie będzie chodziło o coś ważnego
O Popławskiej mówi się, że gra „na wysokich obrotach”. Aktorka odbija piłeczkę: – Dawka traumy w „Dwóch ogniach” jest czasem nie do zniesienia. Ale takie filmy trzeba oglądać. I takie chciałabym robić – mówi. – Idealnie byłoby, gdybym dostawała ciekawe role, a na ulicy pozostawała nierozpoznawalna – rozmarza się. Wygląda na to, że brak popularności, tak jak niedosyt dobrych propozycji, jej nie grozi.
Łukasz Maciejewski: Kobiety mają gorzej. Popławska dwoiła się i troiła w teatrze, np. u Warlikowskiego, żeby ktoś zauważył ją w kinie. Udało się. W „Prostej historii o miłości” Jakubika jest naturalna i autoironiczna. Na najbliższym festiwalu w Gdyni zostanie pokazany „Lęk wysokości” Bartka Konopki, twórcy oscarowych „Królików po berlińsku”, z Popławską w głównej roli. Kolejne ważne propozycje są w jej przypadku jedynie kwestią czasu.
Wojtek Kałużyński: Rozwija się niezbyt błyskotliwie, ale konsekwentnie. Z wyczuciem wybiera role i choć pojawiała się w serialach, nie chałturzy. Materiał na gwiazdę, ale przede wszystkim Popławska to już w pełni świadoma i dojrzała aktorka przez coraz większe „A”.

Wojciech Zieliński: Piekło już stoi przed nim otworem

31 lat. Mroczny rycerz kina znad Wisły. Zły charakter, amant i najbardziej zapracowany aktor młodego pokolenia. Za to, że ciężko pracuje, wymaga – od innych, ale też od siebie.
W wywiadzie, któ­rego wspólnie z Tomaszem Schuchardtem udzielił „Sukcesowi” w październiku zeszłego roku, mówił wprost: – Jestem bardzo drogi. Może dlatego tak mało gram? A drogi jestem, bo gram na „cienkich strunach”.
Aktor bezkompromisowy i bezwstydny. Ciężka praca na planie odkłada się w nim. Oglądanie go w filmie wyczerpuje widza tak samo jak Zielińskiego gra
Wszystko w filmie – no, prawie wszystko – filtruję przez siebie. Jestem szczery wobec widza, inaczej nie potrafię – dodawał Zieliński. „Chrzest”, „Huśtawka”, „Moja krew”, „Zero”, „Londyńczycy” – to pokłosie zaledwie dwóch lat obecności tego aktora na polskich ekranach. A oglądanie go wyczerpuje widza niemal tak samo, jak gra na planie wyczerpuje jego samego. – To się gdzieś we mnie odkłada – mówił aktor. Twierdzi, że ma gołębie serce. Oglą­dając go w „Chrzcie”, trudno w to uwie­rzyć. I pewnie właśnie o to chodziło Wojciechowi Zielińskiemu.
Łukasz Maciejewski: Kariera filmo­wa była tylko kwestią czasu. Za spe­ktakl dyplomowy „Gezę – dzieciaka” Zieliński zdobył większość nagród teatralnych, które były do wzięcia. Kilka lat czekał na filmowe odkrycie. Kiepsko wypada jako amant (koszmarna „Huśtawka”), ale jako tajemniczy facet po przejściach jest bezkonkurencyjny („Moja krew”, „Chrzest”).
Wojtek Kałużyński: Nieprzeciętnie zdolny i świadomy swego warsztatu, wywiedzionego z najlepszych tradycji polskiej szkoły. Przeważnie jest świetny: i w „Zerze”, i w „Mojej krwi”. Ale dopiero w „Chrzcie” Wrony dostał szansę pokazania ogromnych możliwości. Wykorzystał ją w 200 procentach. Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego i laur festiwalu w Gdyni trafiły w dobre ręce. Ale Zieliński może być jeszcze lepszy i mam wrażenie, że dobrze o tym wie. Szatan?

Joanna Kulig: Kobieta przed przejściami

Zagrała w kilku prestiżowych polskich produkcjach („Maraton tańca” Łazarkiewicz, „Milion dolarów” Kondratiuka) i serialach.
Właśnie zaczęła podbijać filmowy Zachód: u boku Ethana Hawke’a i Kristin Scott Thomas wystąpiła w „Kobiecie z piątej dzielnicy” Pawła Pawlikowskiego, z Juliette Binoche spotkała się na planie „Sponsoringu” Małgorzaty Szumowskiej, zagrała także w filmie „Die verlorene Zeit” Anny Justice z Susanne Lothar.
Jedyna, obok Karoliny Gruszki, polska aktorka z potencjałem na dużą, europejską karierę. Gwiazda jutra?
Teraz pracuje na planie „Hansel & Gretel: Witch Hunters” obok Gemmy Arterton i Jeremy’ego Rennera z „Hurt Locker”.  – Rzeczywiście, w ostatnim czasie gram bardzo dużo. Zastanawiam się czasem, czy to były różne role, czy jedna – śmieje się.

Łukasz Maciejewski: „Talent z wody”. Kryształ, który nie daje się oszlifować. Zaczynała brawurowo – od nagrodzonej na festiwalu w Gdyni głównej roli w „Środzie, czwartek rano” Grzegorza Packa. Najbliższe miesiące będą należały do niej. Dzisiaj chyba jedyna, obok Karoliny Gruszki, polska aktorka z potencjałem na dużą, europejską karierę. Narodziny gwiazdy?
Wojtek Kałużyński: Jeszcze nie wszyscy dobrze ją kojarzą, ale niebawem zrobi się o niej głośno. Jestem tego prawie pewny. Już w debiucie „Środa, czwartek rano” wydobyła wyrazistość z mętnej postaci. Ja czekam na jej role w „One” Szumowskiej i „Kobiecie z piątej dzielnicy”. Może sobie nimi otworzyć drzwi do wielkiej, międzynarodowej kariery.

Olga Frycz: Śliczna nerwuska

25 lat. W wieku 13 lat zagrała w „Weiserze” Wojciecha Mar­czewskiego – to był jej filmowy debiut. Ostatnia rola we „Wszystko, co kocham” przyniosła jej bardzo dobre recenzje. Córka Jana Frycza. Ale bardzo nie lubi, gdy się jej o tym przypomina. – Przez pierwsze 10 lat, odkąd pojawiłam się na planie filmowym, byłam w szufladzie „dzieci znanych rodziców” – mówi Frycz. – Od niedawna jestem w przegrodzie „młodzi obiecujący aktorzy”. I mam nadzieję, że nie będzie to trwało kolejnej dekady.
Frycz z roli w „Domu nad rozlewiskiem” tłumaczy się prosto, bez kręcenia: – Idzie się na swoje i trzeba płacić rachunki. Uważam, że dobrze tam zagrałam – mówi. Granie w serialu nauczyło ją pokory i cierpliwości. – Ale nie warsztatu. Ten trzeba zdobywać ambitniejszymi rolami filmowymi i teatralnymi. Każdy ma prawo wyboru – podsumowuje. – Jeżeli młody aktor godzi się na wszystko, zwykle nie wychodzi na tym najlepiej. Zawsze trzeba wybierać zgod­nie ze sobą, czasem warto poczekać trochę na odpowiednią propozycję. Ale da się to robić świadomie – uważa Olga. Za swoją największą wadę uważa nerwowość. – Mówię za szybko – śmieje się. – Granice? Nie stawiam sobie żadnych. Jeśli historia mi się spodoba, to wejdę w nią głęboko. Tak jak we „Wszystko, co kocham” Jacka Borcucha.
Łukasz Maciejewski: Zaczy­na­ła jako fenomenalne dziecko w „Wei­serze” i „Bożych skrawkach”. Świet­nie radzi sobie też po latach: w „WCK” czy w „Maratonie tańca”. Emploi w stylu: „piję, palę, przeklinam i mam wszystko w d...” nie pasuje do ślicznej buźki, ale może w tym szaleństwie jest metoda.

Wojtek Kałużyński: Jako córka wybitnego aktora miała start z jednaj strony ułatwiony, z drugiej – trudniejszy. Mam wrażenie, że dziś Olga się rozdrabnia, gra za dużo. Potrafi z wdziękiem oddać świeżość pierwszego uczucia we „Wszystko, co kocham” Borcucha, ale i wtopić się
w beznadziejność „Miłości na wybiegu” Langa. I równie łatwo odwala role w serialach.

Stylizacja: Elwira Rutkowska, Asystent stylisty: Gosia Wejman, Makijaż: Patrycja Dobrzeniecka
Fryzury: Sylwia Kiliś,
Retusz artystyczny: Plupart,
Producent sesji: Piotr Wojtasik
sukcesmagazyn.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" zamieszczonego na stronie www.rp.pl/regulamin i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.rp.pl/licencja
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

Najczęściej czytane

  • 24 h
  • 7 dni
  • 30 dni

Galerie

1 - 1 / 4
common