Tutaj jesteś: Sukces » Działam

Działam

Tak hartowała się stal

Barbara Acher-Chanda 20-10-2016, ostatnia aktualizacja 20-10-2016 16:00
źródło: Sukces
źródło: Sukces
Wszystkie swoje prace fotografuje. Te stare ma zachowane w szafie, którą, podobnie jak wiele innych elementów wyposażenia warsztatu, sam wykonał.
Wszystkie swoje prace fotografuje. Te stare ma zachowane w szafie, którą, podobnie jak wiele innych elementów wyposażenia warsztatu, sam wykonał.
źródło: Sukces

Kiedy wydawało się, że świat już zupełnie o nich zapomniał, wracają do łask, by z pomocą ognia i narzędzi odkrywać piękno ukryte w twardej materii metalu. Kowale, współcześni artyści do zadań specjalnych.

Pierwsze kowadło zespawał sobie sam. Tak naprędce, z grubych płyt. Na szukanie porządnego, odlanego w hucie nie miał czasu: musiał kuć, bo wujek wspólnika załatwił mu zlecenie. Zaraz potem przyszło drugie, od sąsiada. A potem następne. I tak jest już od niemal 30 lat. – Zaczynałem w produkcji, jako złotnik. Ale jakoś ta praca na taśmie mi nie leżała. Postanowiłem więc zmienić gabaryt. Zatrudniłem się w kuźni u pani Elżbiety Kuskowskiej–Wnęk. Piętnastu nas tam pracowało. W ten sposób poznawałem fach. A po godzinach pracowałem z kolegą, na własnym – wspomina Rober Bednarski, kowal. W jego pracowni w podwarszawskim Błoniu z trudem można znaleźć kawałek wolnego miejsca. Na ścianach wiszą setki narzędzi, z których większość własnoręcznie wykonał: młotki, szczypce, szablony. Pośrodku kotlina z ogniem – serce kuźni, a tuż obok dwa wiadra do hartowania. Dźwięk kucia na kowadle co pewien czas zagłusza potężne uderzenie młota automatycznego, który w sekundę gnie grubą stal jak plastelinę. Na warsztacie leżą obejmy do szklanych płytek, które ozdobią wkrótce właśnie przygotowywaną balustradę. Maleńkie elementy giną w potężnych dłoniach mężczyzny, który systematycznym ruchem je smaruje. – Ile potrzeba czasu żeby zrobić balustradę? Zależy. Czasem dwa tygodnie, ale bywa, że i cztery miesiące to za mało. Wszystko zależy od stopnia trudności. Miałem klienta, który zażyczył sobie taką z motywem wzburzonego oceanu i z rozwianymi grzywami fal. Projektantka narysowała projekt, na podstawie którego zrobiłem próbkę, potem kolejną. Ale zdaniem klienta było za mało realistycznie, więc zapytał, co bym sam zaproponował. Przez pierwszy miesiąc przychodził do mnie niemal co drugi dzień i patrzył, czy spienione fale na balustradę już zaczynają mu wskakiwać. Gdy się upewnił, to przez pozostałe trzy miesiące, aż do skończenia roboty, już go nie widziałem – śmieje się kowal.

Trzy rybki, sto strumieni

Robert Bednarski wszystkie swoje prace fotografuje. Te stare ma zachowane w szafie, którą, podobnie jak wiele innych elementów wyposażenia warsztatu, sam wykonał. Nowsze nosi zawsze przy sobie, w telefonie. Na zdjęciach widać łazienkę w steampunkowym stylu: kuta, nitowana obejma do sedesu, designerska spłuczka. Tu znowu eleganckie studio, z centralnie ustawioną szklaną konstrukcją w metalowych kątownikach, która chroni kufer od Louisa Vuittona. Na innym niski stół na zawieszeniu od wózka z kopalni stojący pod kilkumetrowym obrazem Franciszka Starowieyskiego. Wszystkie te wnętrza łączy jedno: zainwestowane niemałe pieniądze i wyobraźnia, która pozwoliła zobaczyć ukryte w żelazie piękno. Niestety, zdaniem kowala z Błonia, na prawdziwe wyzwania czasem trzeba czekać naprawdę długo. – Problem w tym, że projektanci wnętrz nie bardzo się orientują, jak wiele można zrobić z takiego materiału albo nie potrafią znaleźć fachowca, który będzie w stanie ciekawie go obrobić. Upraszczają więc formy. Dochodzi do tego jeszcze kwestia finansowa, przez którą prace rzemieślników wysokiej klasy wypierane są przez „gotowce". Nie tylko metalowe. Dziś żeby zostać stolarzem, wystarczy skręcić płytę konfirmatem. Kowali też niby jest wielu, tyle że większość praktykuje na kupnych elementach, co jest o wiele tańsze od ręcznego kucia – tłumaczy. Na szczęście do podwarszawskiej pracowni trafiają klienci, którzy nie dość, że mają gust, to jeszcze wyczucie estetyczne oraz są przygotowani na cenę produktów. – Dla nich robimy wszytko: biżuterię, w tym ze stali damasceńskiej, kraty, oświetlenie, meble, panelowanie ścian. Nie tylko w Polsce, ale również w Szwecji, Niemczech, we Francji. W willi w Hiszpanii na miejscu mieliśmy w 21 dni przygotować balustradę zewnętrzną, wewnętrzna i jeszcze rzeźbę. W innej trzymetrową fontannę, na szczycie trzy rybki, a na dole... Ze sto strumieni wodnych w sumie tam było – opowiada. Teraz marzy mu się kolejna, jeszcze większa. Tylko musi się odpowiedni inwestor znaleźć.

...
Poprzednia
1 2 3 4
Sukces
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" zamieszczonego na stronie www.rp.pl/regulamin i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.rp.pl/licencja
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

Najczęściej czytane

  • 24 h
  • 7 dni
  • 30 dni

Galerie

1 - 1 / 4
common