Strona główna » Kultura » Wszystko czego dziś chcę
Odważna i bezczelna – oceniają reżyserzy. Piękna, wręcz doskonała – zachwycają się mężczyźni. Świadoma i dojrzała – podziwiają kobiety. Mimo to wciąż udowadnia, że stać ją na więcej. O swojej seksualności, dojrzałym macierzyństwie i rolach, których nie chce oglądać jej mąż, opowiada nam Monica Bellucci.
Monica potrzebuje wyzwań. Jak powietrza. To po to, by udowodnić, że ona to nie tylko piękne ciało, które jest jednocześnie jej siłą napędową i słabością. Mówi, co myśli, i robi to, co chce. Także poza ekranem. Pod koniec maja w wieku 46 lat urodziła drugą córkę, Leonie. Późne macierzyństwo jej nie przeraża. Przeciwnie – uskrzydla. Czy zrezygnuje z aktorstwa? Ależ skąd! Przestanie grać dopiero wtedy, gdy ludzie zaakceptują ją taką, jaka jest naprawdę. W lipcu na polskie ekrany wchodzi kolejny film z jej udziałem, „Uczeń czarnoksiężnika”. – Kiedy Monica pojawia się na ekranie, cały film przenosi się w zupełnie inny wymiar – wymiar zmysłowości, seksu i niebezpieczeństwa – uważa reżyser Terry Gilliam. Dla niego Bellucci jest jak Sophia Loren, Gina Lollobrigida czy Claudia Cardinale. Wielka i doskonała…SUKCES: Podobno twoja córka, 6-letnia dziś Deva, od dawna chciała mieć siostrzyczkę lub braciszka.
Monica Bellucci: O tak! Bardzo. Do tego stopnia, że wymusiła na mnie i na Vincencie (mąż Moniki Bellucci, francuski aktor – przyp. red.), że sama wymyśli imię dla dziecka. No i oczywiście zapewniła mnie, że będzie mi pomagała, a nawet – w razie potrzeby – zastąpi nianię. (śmiech!)
Nie chciałaś, by Deva wychowywała się jako jedynaczka?
Oboje z Vincentem uznaliśmy, że będzie lepiej, jeśli Deva doświadczy w życiu uczuć siostrzanych bądź braterskich.Więcej w wakacyjnym numerze miesięcznika SUKCES