sukces
wrzesień 2010

Strona główna » Portrety » Nie myśl so­bie, że je­steś kimś

Nie myśl so­bie, że je­steś kimś

Dzie­sięć lat te­mu mógł się wy­świe­tlić w je­go ży­ciu THE END. Nie by­ło­by Ma­szyn­ki do świer­ka­nia, PO­P-u, nie by­ło­by Cze­sła­wa Mo­zi­la. Ale jest. z ży­cia wy­ci­ska, ile się da. Tworzy. Walczy z depresją, ale ko­bie­tom to nie prze­szka­dza.

SUKCES: Są w Pol­sce oso­by, któ­re wciąż my­ślą, że je­steś spryt­nym Duń­czy­kiem, któ­ry na­uczył się pol­skie­go i uda­je Po­la­ka. A prze­cież two­ja ro­dzi­na w 1986 ro­ku wy­emi­gro­wa­ła ra­zem z 6-let­nim Cze­siem z Za­brza do Da­nii. To praw­da, że miesz­ka­li­ście tam w get­cie?

Czesław Mozil: Tak, ale to by­ło ta­kie po­tocz­ne ro­zu­mie­nie te­go sło­wa. Kie­dy już do­sta­li­śmy azyl, prze­pro­wa­dzi­li­śmy się do blo­ko­wi­ska 17 km od Ko­pen­ha­gi. Miesz­ka­ło tam 25 pro­cent Duń­czy­ków, a resz­ta to Tur­cy, Ma­ro­kań­czy­cy, Irań­czy­cy. Przy­cho­dzi­łem do nich do do­mu, pi­łem ich her­ba­tę, ja­dłem ich je­dze­nie. A oni u mnie pol­skie cia­stecz­ka. Wte­dy na­uczy­łem się to­le­ran­cji. Chłop­czyk z Pol­ski, któ­ry przy­je­chał do in­ne­go kra­ju, na­wet nie znał do­brze ję­zy­ka pol­skie­go, a już do­ga­dy­wał się z Mu­ha­me­dem.

Nie tyl­ko z Mu­ha­me­dem. By­łeś ak­tyw­nym człon­kiem po­lo­nii. Oprócz śpie­wa­nia w chó­rze i słu­że­nia do mszy na­le­ża­łeś też do har­cer­stwa. Da­łeś się ubrać w mun­du­rek?

Da­łem, bo po­zna­łem cu­dow­ne­go pa­na Paw­ła Kost­kę, po­lo­nij­ne­go har­ce­rza. Dzię­ki nie­mu mo­głem spo­ty­kać się z pol­ski­mi dziew­czy­na­mi, chło­pa­ka­mi pod­czas zgru­po­wań po­lo­nij­nych har­ce­rzy. Po­zna­łem mnó­stwo cie­ka­wych lu­dzi. Naj­bar­dziej trzy­ma­łem jed­nak z Paw­łem, Mar­ci­nem i Tom­kiem – chło­pa­ka­mi o 10 lat star­szy­mi ode mnie. To­mek By­czyń­ski, któ­re­go prze­zy­wa­li­śmy „By­ku”, był bar­dzo sza­no­wa­ny przez har­ce­rzy na ca­łym świe­cie. Za­pra­sza­li go wszę­dzie. Wła­śnie z dwo­ma z nich prze­ży­łem bar­dzo po­waż­ny wy­pa­dek. Nie­wie­le bra­ko­wa­ło, a nie sie­dział­bym tu­taj.

Co się sta­ło?

To by­ło dzie­sięć lat te­mu. Pa­weł, ten z na­szej pacz­ki, za­pro­sił nas na swój ślub – no­ta­be­ne z Po­lką, któ­ra miesz­ka­ła w Los An­ge­les. Plan był ta­ki, że przy­la­tu­je­my do Sta­nów, wy­naj­mu­je­my sa­mo­chód i przez ty­dzień tro­chę zwie­dza­my kraj. Po­tem wra­ca­my na we­se­le i znów ru­sza­my w tra­sę…



Więcej w wakacyjnym numerze miesięcznika SUKCES

Zobacz także: