Strona główna » Portrety » Moja Bette Davis
Każda rola to dla niej pewna forma ucieczki. Przed samą sobą, Przed rzeczywistością, przed nieprzewidywalnością życia… Może dlatego właśnie Weronika Rosati tak bardzo ceni gwiazdy z lat 30. – czasów, gdy każdy film kończył się happy endem?
Weronika kładzie na stoliku metalową papierośnicę z wizerunkiem Joan Crawford. – Mam jeszcze jedną – uśmiecha się, widząc moje zainteresowanie. I wyjmuje puzderko z czarno-białą fotografią Marilyn Monroe. – Zbiera takie przedmioty. Interesuje ją wszystko, co związane jest ze starym kinem. – Teraz czekam na papierośnicę z Bette Davis – wyznaje…SUKCES: Dlaczego właśnie Bette Davis?
Weronika Rosati: Na każdym etapie życia potrzebuję aktorki, z której doświadczenia mogłabym czerpać. Szukam w niej punktów stycznych ze mną, jestem ciekawa, jak ona sobie radziła z pewnymi problemami. Inspirują mnie jednak różne aktorki i nie ma jednego nazwiska.
Kto więc inspiruje cię teraz?
Sharon Stone i Faye Dunaway. Obie są jak kameleony – potrafią idealnie dopasować się do zmieniających się realiów filmowego świata. Ale największy wpływ wywarły na mnie aktorki starego kina, właśnie Bette Davis, Joan Crawford i Vivien Leigh. Uważam je za największe boginie ekranu, a zarazem ciekawe, bardzo inteligentne kobiety. Kiedy jestem wkręcona w jakąś aktorkę, czytam wszystko, co napisano na jej temat, wszystkie jej wywiady. Po kilka razy oglądam filmy, w których grała, zbieram gadżety z nią związane. Kiedy dwa lata temu miałam fazę na Jane Fondę, zainspirowałam się nawet jej stylem ubierania. Nosiłam wysokie botki, podobne sukienki, płaszcze. A kiedy pewnego dnia poznałam ją po spektaklu w Nowym Jorku, z wrażenia trzęsły mi się nogi. Takie spotkania są naprawdę niezapomniane.Lubisz cytować słowa swoich idolek. Skąd ta potrzeba?
Albo nie chcę czegoś powiedzieć wprost, albo ktoś już wcześniej powiedział to lepiej...Więcej w czerwcowym numerze miesięcznika SUKCES