sukces
wrzesień 2010

Strona główna » Portrety » Moja Bet­te Davis

Moja Bet­te Davis

Każda rola to dla niej pewna forma ucieczki. Przed samą sobą, Przed rzeczywistością, przed nieprzewidywalnością życia… Może dlatego właśnie We­ro­ni­ka Ro­sa­ti tak bardzo ceni gwiazdy z lat 30. – czasów, gdy każdy film kończył się happy endem?

We­ro­ni­ka kła­dzie na sto­li­ku me­ta­lo­wą pa­pie­ro­śni­cę z wi­ze­run­kiem Jo­an Craw­ford. – Mam jesz­cze jed­ną – uśmie­cha się, wi­dząc mo­je za­in­te­re­so­wa­nie. I wyj­mu­je puz­der­ko z czar­no­-bia­łą fo­to­gra­fią Ma­rilyn Mon­roe. – Zbie­ra ta­kie przed­mio­ty. In­te­re­su­je ją wszyst­ko, co zwią­za­ne jest ze sta­rym ki­nem. – Te­raz cze­kam na pa­pie­ro­śni­cę z Bet­te Da­vis – wy­zna­je…

SUK­CES: Dla­cze­go wła­śnie Bet­te Da­vis?

We­ro­ni­ka Ro­sa­ti: Na każ­dym eta­pie ży­cia po­trze­bu­ję ak­tor­ki, z któ­rej do­świad­cze­nia mo­gła­bym czer­pać. Szu­kam w niej punk­tów stycz­nych ze mną, je­stem cie­ka­wa, jak ona so­bie ra­dzi­ła z pew­ny­mi pro­ble­ma­mi. In­spi­ru­ją mnie jed­nak róż­ne ak­tor­ki i nie ma jed­ne­go na­zwi­ska.

Kto więc in­spi­ru­je cię te­raz?

Sha­ron Sto­ne i Faye Du­na­way. Obie są jak ka­me­le­ony – po­tra­fią ide­al­nie do­pa­so­wać się do zmie­nia­ją­cych się re­aliów fil­mo­we­go świa­ta. Ale naj­więk­szy wpływ wy­war­ły na mnie ak­tor­ki sta­re­go kina, wła­śnie Bet­te Da­vis, Jo­an Craw­ford i Vi­vien Le­igh. Uwa­żam je za naj­więk­sze bo­gi­nie ekra­nu, a za­ra­zem cie­ka­we, bar­dzo in­te­li­gent­ne ko­bie­ty. Kie­dy je­stem wkrę­co­na w ja­kąś ak­tor­kę, czy­tam wszyst­ko, co na­pi­sa­no na jej te­mat, wszyst­kie jej wy­wia­dy. Po kil­ka ra­zy oglą­dam fil­my, w któ­rych gra­ła, zbie­ram ga­dże­ty z nią zwią­za­ne. Kie­dy dwa la­ta te­mu mia­łam fa­zę na Ja­ne Fon­dę, za­in­spi­ro­wa­łam się na­wet jej sty­lem ubie­ra­nia. No­si­łam wy­so­kie bot­ki, po­dob­ne su­kien­ki, płasz­cze. A kie­dy pew­ne­go dnia po­zna­łam ją po spek­ta­klu w No­wym Jor­ku, z wra­że­nia trzę­sły mi się no­gi. Ta­kie spo­tka­nia są na­praw­dę nie­za­po­mnia­ne.

Lu­bisz cy­to­wać sło­wa swo­ich ido­lek. Skąd ta po­trze­ba?

Al­bo nie chcę cze­goś po­wie­dzieć wprost, al­bo ktoś już wcze­śniej po­wie­dział to le­piej...



Więcej w czerwcowym numerze miesięcznika SUKCES

Zobacz także: